czwartek, 26 maja 2011

Spodnie sztruksowe

Trzecie spodnie uszyłam z przetartych spodni sztruksowych. Przetarcie było pod pupą a spodnie męskie, więc wystarczyło materiału, żeby wykroić nogawki nowych spodni dla małego chłopca. Korzystałam z tego samego wykroju.

Tym razem nie poprawiałam samowolnie kształtu nogawek i uszyłam szerszy pasek, mając na uwadze to, że poprzednio wyszły mi prawie biodrówki. Właściwie do paska miałam dwa podejścia, o tym za chwilę.
Materiału wystarczyło ledwo ledwo, zostało mało miejsca na szwy. Zrezygnowałam z zapinanych kieszonek, wycięłam zwykłe naszywane ze starych kieszeni sztruksów. Oczywiście węższe niż oryginalne, ale wykorzystałam stare obszycie góry kieszeni.

Obrębiłam wszystkie kawaki, przyszyłam kieszenie i cała zadowolona spięłam nogawki. Tak się rozpędziłam, że zszyłam tył z tyłem i przód z przodem, pojechałam po całości i nawet mnie nie zastanowiło, że nie powstały dwie nogawki tylko bardziej coś w rodzaju przodu i tyłu spódnicy. Zorientowałam się po niewczasie i musiałam wszystko pruć. A miałam malo miejsca na szwy, w dodatku materiał okazał się słaby - w końcu w swoim poprzednim spodniowym wcieleniu też się przecierał. Zszyłam nogawki jak trzeba, ale musiałam głębiej jechać na szwach, żeby materiał nie puścił. W jednym miejscu niestety pękł, musiałam zacerować.

Szycie tych spodni przeszło całe pod znakiem prucia. Na początku wycięłam za wąski pasek. Miał mieć docelowo jakies 3 cm szerokośi a mój, złożony na pół, ale jeszcze nie zszyty, miał 3 i pół. Malo, a na domiar złego krzywo go złożyłam i w jednym miejscu zrobiło się jeszcze wężej. Chciałam znowu go zszyc, żeby w tunel włożyć gumkę, a tu się wszystko rozpruwało. W końcu włożyłam gumkę, miałam taką szeroką trzycentymetrową  i musiałam ją obciąć na dwa i pół centymetra, bo nie przechodziła. Tunel był zszyty byle jak, ale pocieszyłam się, że jak przyszyję go do góry spodni, to jednocześnie go dobrze zaszyję. No i gucio, zmarszył się (bo gumka była już w środku) i nie udało mi się go równo przypiąć. Znowu zrobiłam ten sam bład, co poprzednio - nie załapałam maszyną wszystkich warstw materiału i pojawiły się pęknięcia. Musiałam odpruć pasek, który już się do niczego nie nadawał. Co gorsza, podczas odpruwania znowu pękł materiał, tym razem na tyle spodni. w końvu nic dziwnego, materiał wyjściowy był już osłabiony, a ja go tak wymęczyłam. Na szczęście, nie wyrzuciłam wszystkich reszteki i udało mi się wycią nowy pasek. Materiału było mało i musiałam sztukować pasek z trzech części. Zrobiłam szerszy pasek, taki na cztery albo pięć centymetrów po złożeniu. Zszyłam go bez problemu, ale postanowiłam zmienić taktykę i nie wciągnęłam gumki od razu, ale najpierw przyszyłam pasek do góry spodni, zostawiając otwarte szwy z przodu (tam gdzie z założenia miał być bezgumkowy kawałek paska). Dopiero potem, już do całości, wciągnęłam gumkę. tak bylo znacznie prościej.

Nie wciągnęłam gumek w nogawki, tylko je podwinęłam i obszyłam. Później postanowiłam ostębnować po wierzchu zewnętrzne szwy nogawek - głupio, że już po podszyciu dołu, bo się zrobiła buła. I w ogóle nie wiem, czy to był dobry pomysł, bo teraz brzegi bardzo odstają. Na płasko jest dobrze, ale przy noszeniu bardzo to widać.

Naszyłam jeszcze łatkę na przetarcie z tyłu.

Po uszyciu spodnie wyglądały tak:




Po przymierzeniu spodnie okazały się za długie o kilka centymetrów.


Skróciłam je i coś mnie podkusiło, żeby jeszcze raz przetębnować szwy boczne. Znowu, na płasko wyglądało idealnie a i tak odstają. W dodatku przy podszyciu dołu stębnówka tworzy dodatkoą grubą warstwę, trudno, już nie będę tego poprawiać, ewentualnie przy przedłużaniu (odwijaniu dołu) w przyszłości.




poniedziałek, 23 maja 2011

Drugie spodnie - z paskiem, w gumkę

Zachęcona pierwszym sukcesem (a co, w końcu coś uszyłam!), zabrałam się za spodnie numer dwa. Korzystałam z tego samego numeru Burdy, model 728, rozmiar 92.  Burda znowu chciała mnie zrobić w jajo, albo sprawdzić moją czujność. Wykrój miał być bodajże na arkuszu D a znalazł się niespodziewanie na arkuszu H. Co gorsze, ten na arkuszu D też był wykrojem spodni, kolor się zgadzał, tylko rozmiar nie bardzo. Przymierzyłam dla pewności wykrój poprzednich spodni, różnica zdecydowana. Nie poddałam się, znalazłam właściwy i wycięłam:


Tym razem spodnie z paskiem a na pupie kieszenie z klapkami zapinanymi na rzepy. Materiał bardzo podobny do poprzedniego, może ciemniejszy o ton, też dżins.
Szycie zaczęłam od obrębienia wszystkich części. Tego raczej nie uwzględniają w opisach i może dałoby się i bez, ale nie lubie, kiedy nagle brzegi zaczynają się siepać. No, i wszystko wygląda na bardziej wykończone, mimo fantazyjnych krzywizn szwów.
Następnie zabrałam się za kieszenie, zajęło mi to dużo czasu, bo wszystko trzeba było zaprasować, podpiąć i ostębnować. Najbardziej chyba nie lubie spinania szpilkami, takie to nudne i chociaż bardzo potrzebne, to w konkretnym momencie przypinania wydaje się bezsensowne, przecież i tak te szpilki zaraz odepnę. W dodatku musiałam co i rusz coś przeprasowywać, wstawać od maszyny, podłączać żelazko, rozkładać starą flanelową pieluchę (już po deskę do prasowania nie chciało mi się ruszyć). Gotowe kieszenie przyszyłam do tyłów spodni i już myślałam, że mam z górki, tylko wszystko zszyję i będzie gotowe. Tak się tym rozentuzjazmowałam i uwierzyłam w swą wielką krawiecką moc, że źle spiełam kawałki materiału. I to bardzo, bardzo źle - proste części nogawek do tych z krzywizną, czyli szwy wewnętrzne do zewnętrznych. Jeszcze się zdziwiłam, że takie to wszystko krzywe, Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że szyję nocami (dzieci śpią a ja zamiast spać w tym samym czasie wymyśliłam sobie szyciowe hobby) i percepcja mi siada. Dobrze, że nie zdążyłam zszyć tych pokracznych nogawek, ale znowu czekało mnie wypinanie i przypinanie szpilek. W końcu zszyłam  nogawki i czekały na mnie tylko moje ulubione szwy przodu i tyłu, które skopałam jak poprzednio, chociaż bardzo się starałam. Trudno. W dodatku coś mi przestało pasować, tak jakbym źle odrysowała wykrój, nie zgadzał mi się bok z bokiem czy przód z tyłem, więc niewiele myśląc, wyrównałam :-) Niepotrzebnie oczywiście, dzięki mojej ingerencji spodnie pasują na bardziej płaską pupę, niż pierwotnie zamierzano i niebezpiecznie zaczęły przypominać biodrówki.

Następnym elementem był pasek. Powinnam go złożyć na pół, w środek włożyć gumkę i przyszyć do górnej części spodni. Dla mnie to bez sensu - jak włożyć gumkę w niezszyty pasek, ma sobie na nim po prostu grzecznie leże, podczas gdy będę pasek wszywać. Może istenieją jakieś cudowne techniki. Zszyłam pasek, zostawiłam tylko niezszyte miejsca na wciągnięcie gumki (z przodu paska miał być fragment bezgumkowy). wciągnęłam gumkę i kicha - jak to wszystko teraz przyszyć do reszty spodni. Pasek z gumką się zmarszczył, zresztą zgodnie z instrukcją, materiał na spodniach nie. Przypięłam całość szpilkami i, zadowolona, że mi się udało, zszyłam na maszynie. Niestety, kiedy przewróciłam robotę na prawą stronę okazało się, że pasek wszyłam niedokładnie (wszystko przez te marszczenia) i w kilku miejscach nie chwyciłam dobrze materiału. Musiałam pruć. Teraz przypinałam pasek bardzo uważnie, udało się, ale sie namęczyłam przy wszywaniu.

Na koniec wciągnęłam gumki w dół nogawek i gotowe. Tak wyglądają gotowe spodnie z przodu i tyłu.



Rzeczywiście, pasek jest trochę biodrówkowy, za nisko, ale to pewnie wina moich przeróbek. Nogawki nie takie szerokie, jak w spodniach na szelkach. Największe kłopoty miałam z marszczącym się paskiem.

Pierwsze spodnie - na szelkach

Zaczęłam od wykroju na spodnie na szelkach dla chłopca mniej więcej półtorarocznego, to on został moim pierwszym modelem. Szycie dla dzieci jest bardzo przyjemnie, bo wiem, że jeszcze w tym wieku obejdzie się bez narzekania a i krzywe szwy pozostaną niezauważone.

Kupiłam promocyjnie kawałek zielonkawego dżinsu, właśnie ze względu na materiał zaczęłam szycie od spodni. Wykrój znalazłam w Burdzie dla dzieci 1/2009, model 727, rozmiar 92. Dla zmyłki najdował się on nie na arkuszu A, jak podano w opisie, a na arkuszu E. Naszukałam się jak głupia, bo pierwszy raz w życiu w ogóle coś szyłam i korzystałam z wykrów. Całe szczęscie przynajmniej kolor wykroju się zgadzał, bo inaczej bym go pewnie w ogóle nie znalazła.

Zaczęłam moją pracę od przekalkowania wykroju na papier do pieczenia :-) Miałam wcześniej kupiony super hiper specjalną kalkę krawiecką, ale nie zdała egzaminu. Pewnie coś skopałam, ale w ogóle nie mogłam na niej odrysować wykroju, na materiale nie zostawały żadne ślady, niezależnie od tego, w którą stronę położyłam kalkę. W sumie dobrze sie stało, bo gdybym odrysowała po prostu wzór na materiale, nie miałabym w ręku papierowego modelu ze wszystkimi oznaczeniami. Wykrój papierowy jest bardzo przydatny. To dzięki niemu pojęłam z grubsza całą koncepcję szycia spodni. Zaskoczyła mnie ich konstrukcja, a najbardziej to, jak zszywa się nogawki. Nic dziwnego dla kogoś, kto się tym wcześniej zajmował, dla mnie to był kosmos.

Początek pracy wyglądał tak (kiedy już znalazłam właściwy wykrój, co trwało naprawdę długo):
Papierowe wykroje jużsą przypięte szpilkami do lewej strony złożonego na pół materiału. Najbardziej chyba zdziwiła mnie chyba część zwana odszyciem, pierwszy raz o czymś takim słyszałam. Zafrapował mnie fragment opisu wykonania: "Odszycie ułżyć od spodu, prawą stroną na lewej, na przodzie spodni, przyszyć do boków i do górnego brzegu, ujmując przy tym szlufki. Przyciąć zapasy szwów, na rogach obciąć ukośnie. Na dolnym brzegu odszycia naciąć zapasy szwów przodu aż do szwu. Przyciąć dolny brzeg. Zapasy na pozostałych przednich, górnych brzegach spodni i górnych brzegach tyłu obrzucić i zaprasować pod spód ". Proste, prawda? Dla mnie czarna magia, głowiłam się długo nad tym, które szwy, na której stronie, co uciąć, co zaprasować. Do tej pory nie wiem, czy dobrze zrobiłam, posiłkowałam się obrazkiem, starając sobie wyobrazić, jak to wszystko może wyglądac. Coś tam przyszyłam, coś obcięłam, zaczęło pomału przypominać spodnie.

Kolejnym problemem było dla mnie zszycie środkowego szwu przodu i tyłu. Za Chiny się nie stykały. Szyłam po omacku, bo jeszcze mi się wydawało, że jak nie będzie równo, to nie szkodzi. W ten sposób powstała dziura tam, gdzie szwy miały się spotkać, w samym kroku. Jeżdziłam po niej maszyną w tę i we w tę i w końcu zaszyłam dokładnie w ręku. Trochę materiał pogrubiony w tym miejscu, ale dziury nie ma a i dziecko nie zauważy...

Następny problem to szlufki. Zszyło się wszystko prosto i ładnie, ale nie dawało się wywrócić na prawą stronę. W końcu poradziłam sobie przy pomocy cienkiego szydełka, ale co się nawkurzałam, to moje.
Rezultat końcowy oceniam na 3+. Ważne, że spodnie są, synek codziennie biega w nich na dworzu, bardzo fajnie zapinają się szelki na rzepy i, co ważne, rzepy będzie można później przesunąć i spodnie dopasować w ten sposób na wyższy wzrost.

Z rzepami miałam mały kłópot, bo chciałam pójść na łatwiznę i przyszyć je na maszynie. Przyszyłam, ale szwy bardzo brzydko się odznaczały, od razu trącił pełną amatorszczyzną. Przeklinając pod nosem sprułam co trzeba, a było tego dużo, bo miałam fantazję żeby wypróbować ścieg ozdobny. Przyszyłam ręcznie i już linii szycia nie widać z wierzchu.

Wszystkie szwy trochę krzywe, stębnówki też (stębnówka to też dla mnie nowość zupełna).
Spodnie już prałam i szwy się nie rozlazły. Nie zafarbowały i nie skurczyły się po praniu, pewnie dlatego, że wczesniej uprałam sam materiał, zafarbował mi skarpetki na buro-zielony kolor.
Tak wyglądają gotowe spodnie, widok z przodu:


Tak wyglądają  spodnie na modelu:













piątek, 6 maja 2011

Spodnie już dawno gotowe, chę uszyć następne, tylko nie na szelkach, z podobnego materiału. Ciężko się zebrać. Kupiłam jeszcze kawał dość cienkiego jasnego materiału w kratkę, żeby uszyć dla synka spodnie na szelkach w wersji wiosenno-letniej, mam nadzieję, że zdąże zanim nadejdą wakacje.