poniedziałek, 13 czerwca 2011

Letnia sukienka na ramiączkach ze spódniczką z koła

Postanowiłam uszyć letnią sukienkę dla dziewczynki. Nie korzystałam z żadnego gotowego wykroju, uszyłam tak, jak mi się wydawało :-)

Sukienka składa się z marszczonej góry i spódniczki z koła.

Zaczęłam od wykrojenia góry - odrysowałam na papierze do pieczenia i wycięłam z materiału prostokąt o długości 60 cm i szerokości (chyba) 30 cm.


Pozostały kawałek materiału złożyłam na lewej stronie jak kartkę papieru na cztery - najpierw na pół  a potem jeszcze raz na pół, tak, że na rogu był kąt prosty.


Następnie obliczyłam, jaki będzie promień koła dzieląc obwód pasa przez 6,28 (2π). Do obwodu dodałam trochę zapasu na tunel do gumki, więc przy obwodzie 55 cm promień  zaokrągliłam do 10 cm. Od rogu złożenia oznaczyłam kredką tę odległość, przypięłam materiał szpilkami, żeby poszczególne warstwy się nie przesunęły. Używając centymetra jak cyrkla, zaznaczyłam promień na całej szerokości materiału.


Następnie zaznaczyłam dlugość spódnicy - 55 cm, analogicznie oznaczając ją od rogu materiału. Odrysowałam okrąg, a właściwie jego ćwiartkę i miejsce odrysowania spięłam dodatkowo szpilkami - na górnym i dolnym brzegu spódniczki.


Wycięłam całość, rozłożyłam koło i powiesiłam przypinając na górze szpilkami, żeby materiał się odwisiał i odpowiednio ułożył.


Następnego dnia zawinęłam górny brzeg spódnicy, tworząc tunel na wciągnięcie gumki (z której później zrezygnowałam). Teraz musiałam wyrównać dolny brzeg spódnicy, bo materiał po odwieszeniu rozciągnął się nierówno. Żeby podpiąć dolny brzeg, musiałam go wycyrklować - przypiąć szpilki od dołu w równej odległości. Nie mogłam liczyć na małą modelkę, która na pewno zniecierpliwiłaby się, a może i nie zgodziła na całą tę operację. Za modela służył mąż, stał w spódniczce podciągniętej na wysokośc kolan i powoli obracał się dookoła, żebym mogła dokonać poprawek. Krzywo wyszło, ale to moje pierwsze podejście. Materiał z koła tak czy siak fajnie się układa i faluje.

Zabrałam się do przymarszczania góry. Najpierw obrębiłam mój prostokąt materiału i podzyłam górny brzeg na szerokość jednego centymetra. Zaznacztyłam na materiale linie na wciągnięcie gumki w odległosci 2 cm od siebie, w sumie 9 linii. Na dole zostawiłam kilka wolnych, bezgumkowych centymetrów, tak samo na górze. Zaznaczyłam linie dodatkowo szpilkami. To nie był dobry pomysł, bo materiał jest cienki i dość śliski i szpilki wypadały.
Nawinęłam elastyczną gumkę na bębenek maszyny i zabrałam się do zszywania. Pierwszą linię przyszyłam bez problemu, ale wtedy zaczęły się schody, bo materiał sięzmarszył i trudno było trafić na narysowane linie. W dodatku zaczęły wypadać szpilki, więc je wyjęłam i szyłam na oko, starając się zachować jednakową odległość między szwami. Dobrnęłam do końca, ale okazało się, że prostokąt zmarszył się za bardzo, zamiast do jakiś 54 cm, zrobiło sie około 30 - zdecydowanie za mało. Czekało mnie prucie...Jeśli w przyszłości będę marszczyć gumką tak automatycznie, za pomocą gumki z bębenka, będę musiała wziąć dłuższy kawałek materiału. Czytałam, że powinno się przygotować półtora razy tyle materiału, ale po tym doświadczeniu nie wiem, czy nie dwa razy dłuższy kawałek.


Spróbowałam metody tradycyjnej. Na prostokącie materiału kładłam nienaciągnięte kawałki gumki i przyszywałam szerokim zygzakiem, tak, żeby nie chwycić gumki - po to, aby po przyszyciu wszystkich gumek ściągnąć końce i uzyskać odpowiednio zmarszczony prostokąt. Po ściągnięciu gumek złożyłam materiał na pół, zszyłam i przyszyłam rozprasowane zapasy szwów. Postanowiłam wszyć jeszcze jedną gumkę na górnym brzegu prostokąta, po wszysciu ściągnęłam ją mocniej niż pozostałe, tworząc swego rodzaju falbankę.

Wykroiłam ze skosu cztery wąskie paski na wiązane ramiączka sukienki - szerokość 3 cm, długość 25 cm. Każdy pasek złożyłam wzdłuż na trzy, zawijając do środka brzegi i zszyłam po długości uzyskując wąskie paseczki. Podwinęłam krótkie końce i podszyłam. Przyszyłam ramiączka do góry sukienki.

W tym momencie zdecydowałam, że gumka w spódnicy tylko popsuje efekt, bedzie za dużo marszczeń i spódniczka nieładnie odetnie się od góry. Wyciągnęłam gumkę i prawą stronę do prawej przypięłam szpilkami obie części sukienki, zszyłam.

Gotowa sukienka:




sobota, 4 czerwca 2011

W kratkę

Uszyłam dwie pary spodni z cienkiej i przewiewnej bawełny, w sam raz na lato.

Pierwsze spodnie szyłam na postawie wykroju nr 725 z Burdy dla dzieci, rozmiar 104. Wykrój znajdował się tym razem na arkuszu F zamiast H, ale zdążyłam się już przyzwyczaić. Oryginalny przepis jest na spodnie z falbankami , ja zrobiłam zwykłe w gumkę bez żadnych dodatków, oprócz szlufek. Szyło się bardzo łatwo, jedynie z materiałem w kratkę miałam trochę problemów, bo kroiłam materiał złożony na pół i kratki na poszczególnych częściach nie za bardzo się dopasowały. Z daleka nie widać, z bliska mi i dzieciom nie przeszkadza :-) Szlufki dodają uroku, ale mają jedną wadę - miejsce nasady szlufek z przodu trzeba było zszyć po wciągniętej już gumce. I teraz, kiedy okazało się, że gumka jest za krótka (mój błąd, policzyłam, że potrzeba jej mniej niż w przepisie), nie miałam jak jej wyciągnąć i wymienić na dłuższą, bez odpruwania szwu i szlufek. W końcu dosztukowałam kawałek gumki do tego, co udało mi się wyciągnąć przez tylni szew. Teraz może trochę za luźno, ale póki spodnie nie spadają, nie będę poprawiać.



Żeby spodnie jeszcze bardziej się podobały, naprasowałam na nogawkę łatkę z hello kitty.




Drugie spodnie uszyłam z tego samego materiału, korzystając z wykroju tego wykroju.
Wprowadziłam kilka zmian - pominęłam boczną część spodni, gumki na boku i gumki na dole nogawek.. Zamiast tego zostawiłam rozcięcie na górze zewnętrznych szwów nogawek, doszyłam małe prostokąty na tylnych częściach i wbiłam nitowe zapięcia.

Rzepy na szelkach umieściłam w mniejszej niż poprzednio odległości od siebie, żeby szelki były dłuższe. Tym razem trochę bardziej się postarałam przy krojeniu kratki, ale i tak najcieńsze paski do siebie nie pasują. Szyło się bardzo przyjemnie, jednynym utrudnieniem było nabijanie nitów - musiałam to zrobić następnego dnia, żeby nie hałasować po nocy młotkiem.