niedziela, 4 września 2011

Wielka porażka czyli jak nie szyć

Chciałabym częściej nosić sukienki. Po domu i poza domem, proste, wygodne a jednocześnie kobiece i seksowne. Taką miałam wizję i postanowiłam ją zrealizować - uszyć sobie mnóstwo pięknych, zwiewnych kolorowych sukienek. Marzenia sobie a rzeczywistość, a zwłaszcza moje umiejętności, sobie. To będzie post dla ludzi o mocnych nerwach o tym, jak nie powinno się szyć.;



Kupiłam na wage kawałek szarego dżerseju, w sam raz na domową sukienkę. Nie zraziłam się opowieściami, że materiał elastyczny powinno się szyć na overlocku albo chociaż podwójną igłą, pomyślałam, że dam radę, ale postanowiłam się przestudiować sprawę w internecie. Pojawiały się różne porady - szyć przez papier, szyć przez folię przezroczystą, podklejać fizeliną, szyć przez tasiemkę no i szyć podwójną igłą. Niestety, w mojej maszynie nie mam nakładki na drugą górną nitkę, overlocka też nie mam. Przygotowałam się na ciężki bój.

Na początku wybrałam ten fason z Burdy 5/2010 - akurat ten numer miałam w domu. Podobał mi się ten krój na zdjęciu a w dodatku to wykrój z jedną kropką, czyli najprostszy, tak jak trzeba. 

Zmierzyłam się i porównałam wyniki z tabelą rozmiarów - rozstrzał w obwodach od rozmiaru 34 do 42. Wybrałam więc rozmiar 38,  taki noszę najczęściej. Wycięłam formy z papieru do pieczenia, akurat się zmieściły i odrysowałam je jeszcze na gazecie, dodając od razu zapasy na szwy. Pomyślałam, że skoro prawdopodobnie czeka mnie szycie przez gazetę, to od razu wykroję wszystko razem z gazetą i będę wiedziała, w którym miejscu są szwy. 


Tak to wyglądało po nałożeniu na materiał - przód, tył, lamówka do obszycia dekoltu i dwa prostokąty na spódnicę. Wycięłam wszystko a materiał objawił swoją elastyczną naturę i zaczął się niebezpiecznie zawijać na brzegach.
Zaczęłam zgodnie z przepisem od podklejenia podkojów pach fizeliną. I w tym momencie już ogarnęły mnie wątpliwości. Nie znam się zupełnie, więc może fizelina nie ta, może materiał zły, pewnie ja taka niekumata - trzeba było podkeić ale brzegi podwijało się dopiero na późniejszym etapie prac. Więc jak, miałabym nakleić i przyprasować fizelinę tylko z jednej strony, nie odklejając na razie papierowego paska? Pojęcia nie mam, w każdym razie ja podkleiłam i od razu zawinęłam brzeg. Zrobił się nieprzyjemnie sztywny...


Ponieważ było już późno, szycie góry zostawiłam sobie na natępny dzień, zajęłam się spódnicą. Prosta sprawa, zszyłam bo bokach prostokąty, całe szczęście, że tylko fastrygą.

 A jak się szyło? Zadziwiająco dobrze i nie musiałam używać żadnych dodatkowych bajwrów. Na małym kawałku materiału przecwiczyłam różne ściegi, ze specjalnymi elastycznymi włącznie. Ściegi elastyczne absolutnie nie nadawały się do szycia elastycznego materiału! Maszyna szyła w miejscui robił się wielki supeł. Najlepiej sprawdziły sięzwykłe ściegi - szew prosty i szeroki zygzak. Nie wiem tylko, jak miałabym zszyć szwy tym zygzakiem, zostałam przy najnormalniejszym szwie prostym. Co do fastrygi - poszłam na łatwiznę i fastrygowałam na maszynie, ustawiłam ją na najdłuższy szew prosty i zmniejszyłam na dwójkę naprężenie nitki. 

Gorzej było z obrzucaniem zapasów szwów. Szyłam szerokim zygzakiem i rzeczywiście robiła się falbanka, specjalnie mi to jednak nie przeszkadza.



Zszyłam, przymierzyłam i zwątpiłam. Dół sukienki miał być obcisły a na mnie straszliwie wisiał. Na modelce nie jest za bardzo opięty, ale na mnie po prostu powiewał. Postanowiłam go zwęzić tak, żeby spódnica bardzo przylegała, materiał był elastyczny, więc i tak by sie lekko wkładało. Zwęziłam dół o całe 6 cm, nie wiem naprawdę, jak rozmiary w Burdzie mają się do rozmiarów sklepowych i, co najważniejsze, do moich wymiarów.

Tak wyglądały góra i dół sukienki przed zszyciem:



Góra sukienki bardzo szeroka, ale miałam nadzieję, że materiał będzie spływał ładnie, tak jak na zdjęciu. Wydawała mi się też za krótka, ale pomyślałam, że nie widzę całości i na pewno ze spódnicą będzie w porządku. 

Zszyłam górę fastrygą, założyłam, podeszłam do lustra i BEZNADZIEJNIE. Wyglądałam jak zapakowana w pudełko, na plecach bluzka odstawała, z przodu wisiała, wielkie podkroje pach i usztywniająca wszystko a przy okazji nieznośnie szorstka fizelina. Popatrzyłam na siebie ze wszystkich stron i NIE. To nawet nie była kwestia niedobranego rozmiaru, po prostu widziałam, że fason absolutnie nie był dla mnie. Ale co tam, pomyślałam, że zrobie taką górę, jaka mi pasuje. 

Postanowiłam odrysować bluzkę, która mi się podoba i w której ja podobam się sobie. Podeszłam do sprawy z wielkim entuzjazmem i pewnością siebie. Schody zaczęły się już przy rysowaniu wykroju, wszystko krzywo. Poprawiłam na szybko i ile się dało i zaczęłam ciachać górę sukienki. Była za krótka w stosunku do mojego nowego wykroku, ale co tam! 

Jest taki odcinek Misia Uszatka, w którym lalki szyją dla Kajtusia płaszczyk a zajączek jak szalony wszystko wyrównuje nożyczkami tak, że w rezultacie materiału zostaje tylko na kamizelkę. Zrobiłam dokładnie tak samo, wstąpił we mnie Edward Nożycoręki i wszystko pocięłam. Wyrówywałam i wyrównywałam a materiału robiło się coraz mniej. W końcu sfastrygowowałam to, co mi zostało, przymierzyłam i zwątpiłam. Może po poprawkach będzie lepiej? Ciachnęłam dla lepszego efektu dekolt zamieniając łódkę w szpic, naciągnęłam wszystko do tyłu, żeby ukryć kzywizny i miałam plan, żeby wszystko ukyc w szwach na ramionach a najlepiej jeszcze podszyc na ramionach gumki, żeby się zmarszczyło. A do dekoltu też chiałam przyszyć kawałek gumki tylko nie wiedziałam jak - powinnam ją naciągnąc i przyszywać naciągniętą? Ale wtedy bedzie wypadała z pod igły. A może przyszyć cienką gumkę po wierzchu zygzakiem i naciągnąć? Albo zmarszczyc najpierw materiał fastrygą? Tak sobie kombinowałam podszywając jednocześnie dekolt. 
A tragiczny (tragikomiczny) efekt był taki:





Do niczego to się nie nadawało. Pozostało się poddać. Nasuwa się oczywisty wniosek - nie umiem szyć, więc tym bardziej nie powinnam sama konstruować ubrań. Muszę dużo się nauczyć, korzystając tylko z prostych wykrojów i szyjąc tylko zgodnie z opisem, pracując nad techniką.

Został mi tylko niewykorzystany dół sukienki. O tym, jak go przerobiłam, napiszę następnym razem.


3 komentarze:

  1. Jakbym widziała siebie... Nie poddawaj się, kiedyś będzie to dla ciebie bułka z masłem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój pierwszy wykrój właśnie od kilku dni leży na stole i boję się go zszyć - nie wiem co wyjdzie. Ale widzę, że nie jestem jedyną amatorką. Trzymam za Ciebie i siebie kciuki. Bardzo fajnie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sukces to niestety przejście przez dziesiątki porażek, wiem co mówię. Autorko do przodu! Dużo porażek to dużo doświadczenia, a dużo doświadczenia to pewny sukces!

    OdpowiedzUsuń