niedziela, 8 lipca 2012

Nic z tego



Ze starej, nienoszonej i niepasującej spódnicy z koła miała powstać piękna i zwiewna letnia sukienka. Niestety, efekt końcowy zaliczam do kategorii porażek, nawet specjalnie dodałam tag „porażka”, żeby oznaczać takie twory, ku przestrodze.


W Burdzie 3/2007 znalazłam wykrój sukienki (126), co prawda ślubnej, ale chciałam mieć jakiś wzór na górę. No, ale sukienka miała być szyta z zupełnie innej tkaniny, chciałam też pozmieniać zupełnie dół. Poniosła mnie fantazja i moje plany znów nie przystawały ani do umiejętności, ani do materiału którym dysponowałam.

Miałam spódnicę o długości do połowy łydki, uszytą z koła, a właściwie dwóch półkoli, z karczkiem i podszewką, w pasie na grubą gumkę. 

Schody pojawiły się już przy pruciu szwów, bo materiał się straszliwie siepał. Tak bardzo, że ostatecznie wycięłam stare szwy nożyczkami. Po rozpruciu wszystkie części wyglądały tak:



Chciałam z jednego półkola uszyć górę, z drugiego dół. Wszystko super, ale materiał był bardzo, bardzo prześwitujący. Nie znam się zupełnie na rodzajach tkanin (i to, niestety, cały czas się na mnie mści), ten materiał jest taki cienki jak chustki ze sklepów indyjskich. Tak naprawdę przydałaby się przynajmniej na przód jakaś dodatkowa warstwa albo podszewka. Kolejne pytanie, jakie mi się od razu nasunęło, to jak połączyć górę z dołem. Miałam taką piękną wizję – przylegająca góra, marszczony cienkimi gumkami pasek i zwiewny rozkloszowany dół, mniej więcej tak:



Ale, ale, najpierw góra. Dlaczego poszczególne części, już na etapie wykroju do siebie nie pasowały, to zagadka. Zgodnie z wykrojem ciężko było połączyć środkową część przodu z częścią boczną przodu. Albo coś było nie tak, albo (co bardziej prawdopodobne) jakoś by to trzeba było sprytnie zszyć razem, tylko jak?


 I jak później wykończyć górę i pachy? Czy miejsce na wszycie suwaka podkleić fizeliną, żeby było sztywniejsze? Jak dobrze wszyć ramiączka i dlaczego potrzebny jest suwak aż czterdziestocentymetrowy, skoro wystarczyłby o połowę krótszy?




W wielkim skrócie: obrzuciłam siepiące się brzegi gęstym zygzakiem, zszyłam wszystkie cztery panele góry, chciałam obciąć pozostałe zapasy na szwy i tak obcinałam, że przecięłam boczną część tyłu. Żeby nie pruć (nie da się, bo się siepie), wycięłam jeszcze raz bok i środek tyłu, zszyłam. Zaczęłam szyć ramiączka, przy przewracaniu na prawą stronę puścił szew, załapałam po wierzchu zygzakiem. Podkleiłam miejsce na wszycie suwaka, potem nie mogłam odkleić papieru z wierzchu, zgubiłam ramiączko, zgubiłam stopkę do wszywania suwaków, próbowałam wszyć zwykłą stopką (jak niektórym się to udaje, ja tylko poszarpałam materiał i prawie złamałam igłę), przetrząsnęłam mieszkanie, znalazłam stopkę do suwaków, nie zamontowałam jej dobrze, nitka się zaplątała, wszyłam wreszcie suwak, zastanawiając się, dlaczego jest taki długi i skoro taki jest, jak zszyć szew na plecach, przymierzyłam górę i bum, za luźna o jakieś 10 cm, od razu spadła. Załamka, oczywiście, powinnam się była zmierzyć, ale bez przesady, nie mam tak wąskich pleców, materiał też się nie rozciąga. Tak naprawdę to środkowy panel tyłu powinien być o połowę węższy. 



O tyle musiałam zwęzić:



Nie ma sprawy: wyprułam suwak, podłożyłam materiał zwężając tył, podkleiłam, wszyłam suwak jeszcze raz. Przymierzyłam mniej więcej, trzymało się na plecach. Żeby było weselej, zaczęłam obszywać podkroje pach paskami ze skosu, wszystko zaczęło się siepać a pasek zwinął się w rulonik. Po drodze puściły szwy boczne, zszywałam je po kilka razy a one pękały w nowych miejscach. Nawet nie szwy, tylko cienki materiał. Niezrażona, przypięłam ramiączka i tu wszystko się wydało - dekolt odstaje na ładnych kilka centymetrów tworząc dużą fałdę pośrodku, podkroje pach są za duże i za bardzo podjeżdżają na przód, bluzka jest za krótka, raczej nie da się jej połączyć z dołem, suwak na plecach odstaje i nieprzyjemnie drapie – przez to nieszczęsne podklejanie. Już o wykończeniu nie wspomnę. Do kosza z tym. 

Miałam jeszcze chęć uszyć chociaż samą spódnicę pozostałego półkola, taką na marszczonym pasku, w tym celu chciałam wykorzystać karczek. Zaczęłam naszywać cienkie gumki i tak się skurczył, ze na gore spódnicy dla mnie się już nie nadawał. Na tym koniec.

Nie martwię się, bo sporo się nauczyłam, trochę mi tylko szkoda straconych godzin późnowieczornych.

Nie poddaję się, będę psuła dalej inne materiały z odzysku, może za którymś razem się uda





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz