środa, 22 maja 2013

Polarowa bluza z kapturem


Bluzy miały być dwie, ale się nie wyrobiłam i druga musi poczekać na swoją kolej.




Wykrój 603 (kieszenie wg 602) z Burdy dla dzieci 1/2012, bluza z tęczowego polaru, który został po uszyciu sukienki.

Zaczęło się kiepsko, od zamieszania przy szukaniu wykrojów, bo niektóre wkładki w wykrojami miałam osobno i szukałam na arkuszu z innej Burdy. Swoją drogą, mogliby te arkusze jakoś lepiej oznaczać, chociaż wpisać numer magazynu, bo trudno się zorientować. Trochę czasu na tym straciłam i dodatkowo wkurzyłam się przy odrysowywaniu wykrojów, bo linie były niewyraźne i poplątane.

Polar jest pasiasty, dlatego pierwszym zadaniem było ułożenie materiału tak, by paski się zgadzały, bo bluza jest na suwak, więc przód składa się z dwóch części. Z jednej strony szycie takiego materiału jest fajne, bo po paskach od razu widać, czy wszystko jest równo i pasuje. Jednak nie wzięłam pod uwagę tego, że w ten sposób zużyję znacznie więcej materiału i trochę mi zabrakło. Na samym początku odkroiłam długi kawałek na szalik. I byłam na styk. Właściwie materiału było jeszcze sporo, ale gdy zaczęłam wycinać czteroczęściowy kaptur okazało się, że brakuje mi materiału, żeby paski pasowały. Musiałam trochę zmniejszyć kaptur. Wycinanie obszyć i kieszeni zostawiłam sobie na deser.

Zszyłam szwy boczne i szwy rękawów, zadowolona, że paski pasują i nie muszę nic obrębiać, bo to polar. 




Przypięłam rękawy do podkrojów pach i tu się zaczęła zabawa, bo zobaczyłam, że coś bardzo nie pasuje. Pomyślałam, że chyba źle wycięłam te rękawy, dwa takie same zamiast lustrzanego odbicia, bo wcięcia się nie zgadzały. Było już późno i pewnie dlatego dostałam zaćmienia umysłu. Zaczęłam kombinować, może je podłożyć, żeby było prosto, jak podczepić, może w ogóle skrócić bluzę, żeby rękaw dochodził do końca. Nie miałam już materiału na nowy rękaw. Jeżeli przypnę po całej długości, to szew rękawa będzie leżał z tylu i rękaw może się przekręcać. Jeśli przypnę tak, żeby szew leżał dobrze, to zabraknie mi materiału na przyszycie z tyłu. Jedyną opcją wydawało mi się t skrócenie tylu, tzn. wyrównanie górnego brzegu tak, żeby dochodził do rękawa.




Całe szczęście nic nie obcięłam tylko podpięłam szpilkami. Dopiero następnego dnia zobaczyłam, że po prostu zszyłam rękaw na złą stronę! Trochę prucia, ale obyło się bez cięcia. Poprawiłam.


Przyszedł czas na wycięcie plis rękawów i paska podłożenia i okazało się, że materiału brakuje. Na oko był, ale po szerokości a nie długości. I tak musiałam pociąć przygotowany szalik.
Przyfastrygowałam dół, żeby był takiej długości co pasek podłożenia. Tak samo przyszyłam pliski, najpierw w ręku, żeby mi się nie rozjechało.





Wycięłam kieszeń i tu znów pomyłka z tymi nieszczęsnymi paskami. Chciałam, żeby kieszenie wtapiały się we wzór na przodzie, ale wycięłam je do góry nogami. Trudno. Wszyłam suwak.





Tak wyglądała wybrakowana część kaptura.



Zszyłam środkowy szew kaptura na obu stronach, ostębnowałam szwy, zszyłam brzeg, wywróciłam i załamka. Gdy zszywałam środkowy szew, to paski ładnie do siebie pasowały, ale gdy przewróciłam na prawą stronę okazało się, że pudło, zszyłam wszystko nie tak.



Prucie, zszywanie, stębnowanie i prasowanie raz jeszcze, tym razem poprawnie.



Przyszyłam kaptur, najpierw zewnętrzną część do podkroju szyi, potem podwinięty wewnętrzny kaptur, wszystko razem ostębnowane na zewnętrznej części.





Szyło się niby łatwo i przyjemnie, ale wkurzające były te wszystkie pomyłki. Druga bluza ma być z jednobarwnego polaru, więc nie powinno być takich niespodzianek.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz