środa, 8 czerwca 2016

Jedwabny koszmarek


Musiałam na chwilę odłożyć własne projekty, żeby dokończyć szycie zamówionej bluzki. Pierwszy raz szyłam z jedwabiu, niestety taniego i bardzo marnej jakości, strasznie się namęczyłam.




Największym problemem była właśnie jakość tkaniny, po prostu rozłaziła się w rękach. Nie wiem, czy materiał był tak kiepsko zafarbowany, w każdym razie białe fragmenty były bardzo słabe. Musiałam nawet jeszcze raz skroić jedną część przodu, bo po przeszyciu zaszewki zrobiło się rozdarcie. Kolejnym problemem był czas - potrzeba go było znacznie więcej niż na zwykłe materiały. Począwszy od krojenia na podłożonym prześcieradle, poprzez przenoszenie oznaczeń, przypinanie wszystkiego supercienkimi szpilkami, fastrygowanie i wreszcie szycie - szew francuski, więc podwójna robota i cała masa szycia ręcznego. Plus megadokładność, bo igła, choć cienka, zostawiała ślady, więc nie bardzo mogłam pruć.

Bluzka ma prosty krój koszulowy, skośne zaszewki piersiowe, zaszewki na plecach, karczek, prostą linię boków, mankiety, listwę na kryte zapięcie i dyndające coś z przodu dla ozdoby. Początkowo miała być zapinana na guziki, ale strasznie zaciągały się nitki, pewnie wszystko by się podarło przy obszwaniu dziurek. Dlatego zapięcie na zatrzaski - samo ich przyszywanie zajęło mi prawie dwie godziny. 

Szyłam jedwabną nicią, na początku jasnoszarą, żeby nie odznaczała się na jasnych kawałkach (za to fantastycznie odznaczała się na ciemnych). Przedni panel przyszywałam ciemną nitką, która z kolei cały czas się rwała i zaciągała. Dekolt obszyłam lamówką ze skosu, dół podwinęłam. 

Mam tylko nadzieję, że będzie pasować - szyłam według przymierzanej próbnej bluzki, bo tej nie było nawet jak przygotować do przymiarki, przez te szwy francuskie i braku możliwości prucia.
Cieszę się, że mam to z głowy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz