niedziela, 17 marca 2013

Szyję szlafrok

Wykrój na ten szlafrok wzięłam z Burdy dla dzieci (nie mam okładki, więc nie wiem, który to numer), model 610A na wzrost 122. Uszyłam go bez podszewki i  nie z weluru, a z niezbyt grubej tkaniny frotte z ledwie widocznym motywem księżniczek. Kieszeni nie wszywałam, tylko przyszyłam na przodzie.

Już na początku zrobiło się ciekawie, bo powinnam była mieć materiał o wymiarach 150/185 a ja miałam kawałek 122/160, którego w dodatku nie mogłam dowolnie układać, bo wzorki powinny iść w pionie. Wycięłam z pergaminu wszystkie części i, jak widać, w takim układzie nie mieścił mi się rękaw.



Z paskiem mniejszy problem, bo zawsze mogłam go zesztukować albo nawet z niego zrezygnować i wziąć po prostu pasek ze starego szlafroka. Zdecydowałam, że skrócę szlafrok o 15 cm, nie musi być do kostek.

Wycięłam i obrębiłam wszystkie części. Wkurzało mnie to strasznie, bo po całym pokoju latały frottowe kłaczki, osiadając na czym się tylko dało. Maszynę mam do gruntownego czyszczenia.

Zaczęłam od końca – zszyłam pasek, obrębiłam i podszyłam kieszenie (15x15 cm). Zszyłam ramiona i środkowy szew kaptura, po czym rozprasowałam szew w kapturze – nie dotarłam żelazkiem do samego czubka.



Kiedy przeczytałam w przepisie zdanie „Kaptur przyszyć na tyle do podkroju szyi”, włączyła mi się blokada, jakoś nie mogłam tego teoretycznie ogarnąć, ale praktycznie musiałam po prostu zszyć otwór z tyłu, między przodem a tyłem.



Zszyłam szlufki. Najbardziej nie lubię przewracania takich cienkich pasków na prawą stronę, poradziłam sobie grubym szydełkiem. Przyfastrygowałam szlufki do szwów bocznych (jeszcze nieistniejących) w oznaczonych miejscach.




Zabrałam się za rękawy, musiałam się wspomóc wyciętymi papierowymi wykrojami, bo o późnej porze wyobraźnia przestrzenna mocno szwankowała. Zszyłam dolne szwy rękawów i, nie zatrzymując się, szwy boczne szlafroka.

Wyrównałam długość dołu, bo przód był dłuższy niż tył, chyba tak wycięłam. Zawinęłam i podszyłam brzeg na szerokość stopki. Także na szerokość stopki podszyłam inne brzegi, od samego dołu przez kaptur. Nie miałam żadnej podszewki, więc musiałam to jakoś inaczej wykończyć.

Na samym końcu podszyłam wejścia do rękawów i naszyłam kieszenie. Strasznie mi się zrywała górna nitka, czy to przez to, że maszyna była cała zasyfiona i pełna kłaczków?

Na deser musiałam przewrócić na prawą stronę pasek, zajęło mi to więcej czasu niż szycie całego szlafroka. Przepychałam materiał drutem i szydełkiem, na szczęście go nie podarłam i szwy wytrzymały, ale miałam dość. Dlatego do tej pory większość szlufek przeszywałam bezczelnie na prawej stronie, nie cierpię tego przewracania. 

Jeden rękaw wyszedł mi trochę dłuższy od drugiego, ale i tak będę podszywać obydwa, bo trochę dyndają.




sobota, 16 marca 2013

Tęczowa sukienka


Tę sukienkę-bezrękawnik uszyłam ekspresowo z cienkiego polaru w tęczowe paski. Tym razem nie odrysowywałam sama formy a poszłam na łatwiznę i wzięłam z Burdy pierwszy lepszy wykrój na prostą sukienkę. Skorzystałam z modelu 611 z Burdy dla dzieci 1/2012. To wykrój na zupełnie inną sukienkę, ale część korpusowa się zgadzała.

Odrysowany wykrój poszerzyłam, żeby sukienka była bardziej w kształcie litery A. Ułożyłam wycięty wykrój tak, żeby paski z przodu i tyłu się zgadzały. Uwielbiam szyć z materiałów w paski. Z jednej strony, wiadomo, jest trochę więcej zachodu niż z gładką tkaniną, ale z drugiej strony tak łatwo wszystko symetrycznie ułożyć, sprawdzić długość czy szerokość. Z polarem to już w ogóle łatwizna, bo nie trzeba obrzucać brzegów.



Miałam usztywniać podkrój szyi i pach miękką fizeliną, ale mi się odechciało. Tak naprawdę, nigdy jeszcze nie udało mi się uszyć niczego z wkładem fizelinowym, będę musiała kiedyś się przemóc.

Zszyłam szwy ramion a potem podwinęłam brzeg dekoltu na niecały centymetr i przeszyłam na lewej stronie. Musiałam zmienić dolna nitkę, bo z lenistwa szyłam dolną nitką o innym kolorze.

Zszyłam szwy boczne i podłożyłam podkroje pach tak samo jak wcześniej dekolt, podszyłam. 

Wykroiłam kieszonę tak, żeby zgadzały się paski na materiale. Obszyłam wejścia kieszonek niebieską lamówką i przyszyłam kieszonkę, zawijając pod spód jej brzegi. Łatwiej by było przyszyć kieszonkę do przodu jeszcze przed zszyciem szwów bocznych, ale się rozpędziłam.



Podłożyłam dół, przeszyłam na szerokości 1 cm a następnie podszyłam w ręku podłożenie, bo było jego całe 6 cm. Jeśli sukienka się nie znudzi, będzie na zaś. 


czwartek, 14 marca 2013

Torebki z aplikacjami


Idąc za ciosem, uszyłam dwie torebki dla moich dzieci. Szybko narysowałam formy. Trochę za szybko, bo skopałam wykrój, bez sensu wycinając owalnie dół, który i tak bym zaokrągliła obcinając końce po zszyciu dołu. Zadowolona z siebie, wycięłam cztery razy formę, z podwójnie złożonego materiału. I wtedy się zorientowałam, że potrzebuję wyciąć nie cztery, ale osiem kawałków, po cztery na każdą torebkę. Musiałam trochę pokombinować, bo materiału było już mało.




Następnie przygotowałam aplikacje, dużo tego było. Znowu bawiłam się filcem. Na torebkę dla córeczki przygotowałam księżniczki a dla synka ukochaną „Rzepkę”. Poszczególne małe kawałki zszyłam ręcznie, na torebkę naszywałam już gotowe postacie.




Zabrałam się za szycie torebki z księżniczką. Zszyłam środkowe szwy i naszyłam na maszynie aplikację. Miałam wątpliwości, czy uda mi się dobrze przewrócić torebkę na prawą stronę razem z aplikacją, ale to okazało się najmniejszym problemem. Z lenistwa nie obrębiłam materiału, bo myślałam, że przecież szybko wszystko zszyję a szwy i tak zostaną w środku torebki, niewidoczne. Dopadło mnie zaćmienie umysłu, pewnie ze względu na zmęczenie i późną porę, bo jakoś dziwnie zszyłam obie części torebki, nie zostawiając w ogóle otworu na górze. Za to można było ręce włożyć w bok torebki, jak w mufkę :-)




Brzegów nie obrębiłam, więc jak zaczęłam pruć i z powrotem przewracać materiał na drugą stronę, wszystko zaczęło się siepać. Spróbowałam jeszcze raz dobrze zszyć, znowu nie wyszło. Dopiero następnego dnia się udało, choć do tej pory nie wiem, w czym tkwił błąd. Tym razem jednak ostębnowałam brzegi. Przyszyłam rzepy i wyszyłam królewnie oczy, buzię i nos.



Przy szyciu drugiej torebki byłam już mądrzejsza i zaczęłam od obrzucenia brzegów. Najpierw zszyłam torebkę a dopiero potem przyszywałam aplikacje, bo było ich dużo (ledwo się wszystkie zmieściły) i raczej bym ich nie przepchnęła na drugą stronę przez pasek torebki.

Tym razem nie zwężałam jednego z końców paska, bo brzegi takiej samej szerokości chyba ładniej można połączyć.


Przyszyłam rzepy, żeby nie przeszkadzały w naszywaniu aplikacji. Aplikacje chciałam najpierw ambitnie naszywać ręcznie, różnymi kolorami, ale po jakiejś godzinie się poddałam i w końcu przyszyłam tylko takie, pod które już nie mogłam podejśc maszyną.

Na początku chciałam aplikacji nie przyszywać, ale przeczepiać je na rzepy, żeby można było się nimi bawić, ostatecznie przyszyłam, by się nie pogubiły.





Pomarańczowe torebki


W ramach treningu uszyłam dwie pomarańczowe torebki, tym sposobem. Zrobiłam inny wykrój, formę węższą, krótszą i z krótszym paskiem – już na ramię, a nie przez ramię. Za to w środku są kieszonki na suwak, z którymi trochę przesadziłam, bo uszyłam coś w rodzaju malutkiego portfelika na suwak i potem przyszyłam go do torebki.






W rezultacie, w środku są dwie kieszonki, w tym jedna na suwak.


 Za to poćwiczyłam wszywanie suwaków. Same torebki też są zapinane na suwak.



Torebka przed zszyciem wierzchu i spodu wyglądała tak:



 Tak absurdalnie wygładała już po przewróceniu na prawą stronę, jak potworek:


 A tak już złożona jak trzeba:


Szwy chciałam ostębnować grubą zieloną nitką, bo suwaki są zielone. Namęczyłam się, bo strasznie plątała mi się dolna nitka, nie mogłam ustawić jej właściwego naprężenia i wiele razy prułam. W rezultacie, ostębnowałam tylko jedną torebkę, drugiej dałam spokój.

Nie podoba mi się zszycie paska na ramię, środek jest nierówny. Najlepiej byłoby chyba wyciąć pasek z jednego kawałka materiału.

Dla ozdoby na jednej torebce przyszyłam filcowe kwiatki – chyba właśnie dla tej aplikacji szyłam same torebki. Kwiatki zrobiłam tak jak tutaj, odrysowując płatki z guzikowych kółeczek.








Piżama


Z kawałka pościelowej kory spróbowałam uszyć piżamę. Formę zrobiłam odrysowując inne długie spodnie od piżamy. W sumie zajęło mi to dużo czasu, bo to papier, to spodnie, cały czas się przesuwały. Efekt końcowy taki sobie, w przyszłości będę brała jakiś gotowy wykrój na proste spodnie, będzie szybciej i dokładniej. A tak, miałam wątpliwości, na ile wciąć tył i w sumie wycięłam trochę za płytko. 

Spodnie robiło się ekspresowo. Najpierw obrębiłam materiał, potem zszyłam szwy boczne nogawek, włożyłam jedną odwróconą na prawą stronę w drugą i przeszyłam szew środkowy. Zrobiłam tunel w pasie i przeszyłam go jeszcze raz, kilka milimetrów na górze, po to, żeby gumka się dobrze układała. Wciągnęłam gumkę, podłożyłam dół nogawek i gotowe.



Na początku miałam uszyć tylko spodnie, ale zachciało mi się jeszcze góry od piżamy. Wolałabym bluzeczkę z krótkim rękawem, ale materiału miałam naprawdę bardzo, bardzo mało. Dlatego uszyłam bluzeczkę na ramiączkach. Okroiłam wykrój z Burdy 1/2012, model 129, w pierwowzorze była to koszulę nocną. Tylko nie zauważyłam, że koszula ma być zapinana na suwak...

Miałam za mało materiału, żeby wykroić przód z jednego kawałka, więc zszyłam dwa. Materiał był w paski, co mi bardzo pomogło ułożyć wszystko jak trzeba. Obrzuciłam brzegi, zszyłam zaszewki i szwy boczne. Paski na materiale średnio wyglądają w miejscu zaszewek, ale trudno. Powinęłam i podszyłam górny brzeg.



Gdy przymierzyłam, okazało się, że oczywiście bez suwaka się nie obędzie. Ciekawe, jak bluzeczka z suwakiem na plecach sprawdzi się w roli piżamy. Na szczęście znalazłam jakiś suwak i go przyszyłam, nie bez problemu, bo gdy, zadowolona z siebie, chciałam przewrócić materiał na prawą stronę, okazało się, że suwak z jednej strony przyszyłam na odwrót. Poprawiłam, zszyłam na dole środkowy szew, podszyłam dół i przyszyłam ramiączka o długości 42 cm. Przymierzyłam, ale niestety było jeszcze trochę za wąsko, mimo suwaka. Rozcięłam więc na dole szwy boczne, żeby bluzeczka dobrze układała się na biodrach.







Górę bluzeczki obszyłam szeroką taśmą z koronki, dla lepszych proporcji obszyłam koronką i ramiączka.