piątek, 28 października 2011

Stębnówka i koraliki

Już dawno temu uszyłam dwie pary dziecięcych spodni - dla chłopca i dziewczynki. 

Korzystałam z tego samego wykroju a spodenki zrobiłam z resztek dżinsu. W wersji dla chłopca to gruby granatowy materiał, dla dziewczynki cieńszy zielonkawy. 

Potrzebowałam dwóch rozmiarów, 98 i 110, ale rozmiarówka kończyła się na 98. Żeby zrobić większe spodenki, odysowałam te mniejsze dodając zapasy. Nie był to najlepszy pomysł - co do długości się sprawdziło, ale szerokośc powinna być nawet mniejsza niż w oryginalnym rozmiarze 98, bo dziewczynka jest bardzo szczupła, Powstały w ten sposób spodnie dla klowna. Kiedy je szyłam, podejrzewałsam, że nie jest najlepiej, ale stłumiłam w sobie wszelkie wątpliwości. Nie udało się, ale przynajmniej nauczyłam się zwężać spodnie.

Po kolei: wyprasowałam materiał, wycięłam wykroje, przypięłam, odrysowałam i zaznaczyłam radełkiem szwy za pomocą papieru do kopiowania. 




Następnie przeszyłam ozdobne stębnówki na przodzie nogawek - tym razem zieloną nitką. Na spodniach dla dziewczynki użyłam trochę bardziej fantazyjnego szwu.




Przygotowałam boczne kieszenie i klapki.


Naszyłam kieszenie. Według przepisu kieszenie powinny być zapinane na tzepy, zrezygnowałam z tego.



Chciałam ozdobić spodnie dla dziewczynki naszywką z koralików. Wyszyłam kolorowe serduszko na kieszeni...


 ... co okazało się błędem, bo umieściłam koraliki na wysokości klapki od kieszeni. Musiałam je odpruć.

Nie chciałam rezygnować z koralików, dlatego postanowiłam przyszyć je z przodu spodenek. Byłam zmęczona i znowu się pomyliłam - wydziergałam piękne serce z tyłu. Na szczęście, zostało mi jeszcze koralików, więc do trzech razy sztuka = naszyłam je z przodu. 

Przyszyłam paski, wciągnęłam gumki. Spodnie dla dziewczynki były bardzo szerokie, ale stały się od razu ulubionym strojem ze względu na koralikowe serduszka. 

Parę tygodni późnej zwęziłam spodnie. Rozprułam wewnętrzne szwy nogawek, łącznie ze szwem środkowym, odprułam też pasek. Ciachnęłam zdrowo, zszyłam, przyszyłam na nowo pasek z gumką i teraz w wolnej chwili muszę jeszcze obrzucić zapasy szwów. No i przymierzyć na modelce, mam nadzieję, że będą pasować. Wtedy też wstawię pozostałe zdjęcia - zwężanych spodni i gotowych portek.




czwartek, 29 września 2011

Kotkowa pościel

Teraz coś bardzo prostego w szyciu - dziecięce poszewki na poduszę i kołdrę. Kupiłam na wagę ogromniasty kawałek zielonego materiału w kotki i uszyłam dwa komplety pościeli.

Najpierw pocięłam materiał na prostokąty odpowiadające wielkości kołderki (90/120) i poduszki (40/60).

Żeby uszyć poszewkę na poduszkę, najpierw  zaprasowałam i podwójnie podszyłam dwa krótsze boki prostokąta.  Złożyłam materiał tworząc kieszonkę o wymiarach poduszki plus zakładkę na włożenie do środka poduszki. Zszyłam kieszonkę i podszyłam boczne brzegi zakładki. 




Z poszewką na kołdrę jeszcze prościej - zaprasowałam i przeszyłam, zawijajc dwa razy, ten brzeg, który miał być na dole. Zszyłam pozostałe brzegi prostokąta i zaszyłam na 10 cm od brzegów dół poszewki, żeby kołdra nie wypadała, Nie wszywałam ani suwaka ani żadnego innego zapięcia. Materiał obrzuciłam wcześniej zygzakiem.



Szyło się sprawnie i szybko. Jedyny problem miałam z wielkością materiału - niewygodnie się go przesuwało.

Został mi jeszcze kawałek, akurat wielkości prześcieradła, muszę tylko podszyć brzegi.

Gotowa pościel:





wtorek, 27 września 2011

Nieudana bluzka

Zabrałam się ambitnie za szycie bluzki dla siebie. Spodobał mi się ten model ze strony papavero. Został mi jeszcze letni kawałek materiału, lubię dekolty "z wodą" i postanowiłam zaryzykować. 

Wydrukowałam wykrój - bardzo fajna sprawa, nie trzeba przenosić wzoru na pergamin, szukać własnego rozmiaru, wszystko jest proste i czytelne.


Nie trzeba dodawać zapasów na szwy, te są już uwzględnione w wykroju. Jednak dodałam swoje, bo chciałam uszyć bluzkę bez suwaka, zakładaną przez głowę. To był mój pierwszy błąd, bo bluzka i tak okazała się o wiele za szeroka (chociaż wzięłam trochę mniejszy rozmiar z tabeli niż wynikałoby to z moich wymiarów). Drugi błąd był taki, że skroiłam tył z jedego kawałka, ale nie odjęłam części na wszycie suwaka, więc oprócz centymetrów na bokach, dołożyłam jeszcze  kilka na śwrodku pleców.

Obrzuciłam wszystkie części zygzakiem, przefastrygowałam zaszewki na plecach (moje pierwsze zaszewki w życiu) i zszyłam fastrygą (długim i luźnym szwem prostym) przód i tył - jeszcze bez odszycia tyłu. Tak przygotowaną bluzkę przymierzyłam i niestety, bardzo się zawiodłam. Zaczęłam się przed lustrem spinać szpilkami - co jeśli pogłębię zaszewki na plecach, dołożę zaszewki z przodu pod biustem albo wszyję z tyłu gumkę? Bluzka wyglądała jak worek, dobrze, że chociaż była tylko przyfastrygowana. Wreszcie się zorientowałam, że dołożyłam sobie materiału ma plecach. I przypomniałam sobie, że ilekroć babcia mi coś szyła, zawsze było na plecach za szerokie i trzeba było dodatkowo zwężać. A ja sobie poszerzyłam... 

Dlatego najpierw zebrałam i przyfastrygowałam materiał na środku pleców. Pomogło tylko trochę.


Przy okazji robienia fotek zorientowałam się, jaka jestem krzywa. Zdjęcie robiłam samowyzwalaczem, ale to mnie nie usprawiedliwia, muszę zająć się moją postawą.

Wzięłam się za zwężanie szwów bocznych, likwidując zapasy, które wcześniej dodałam - bluzka i tak przechodziła przez głowę. 




Niestety, jak kroiłam bluzkę, dodałam też z własnej inicjatywy zapasy na podkroje pach i nie wiedziałam, co z nimi teraz zrobić, żeby nie dyndały jak skrzydła motyla. Trochę je obcięłam i to był kolejny błąd. A może po prostu wszystko się poprzesuwało jak robiłam inne poprawki?  Krzywo było. 

Zabrałam się za obszywanie pach lamówką z tego samego materiału, ciętą ze skosu. Znowu problem - zabrakło mi materiału i sztukowałam. 


W dodatku wycięłam za wąskie paski i miałam problem z ich przyszyciem. Bez sensu po odwinięciu przeszywałam je na lewej stronie, brzeg materiału zawijał się pod stopką. Dopiero jak przeszłam na prawą stronę, mogłam wszystko zszyć.



A, jeszcze wcześniej, przed ponownym zszyciem szwów bocznych, dodałam odszycie tyłu, to akurat wyszło całkiem ładnie.


Przymierzyłam całość i było ŹLE. Szkoda. Za głęboko wycięłam pachy, w dodatku  bardzo nierówno. Ramiona dziwnie odstawały. Akurat ta część leżała nieźle po sfastrygowaniu, przed poprawkami, więc skopałam coś w międzyczasie. Bluzka jest też za krótka. Dołu nie wykończyłam (bo i po co, skoro całość nieudana), dlatego tak smętnie wisi. Dekolt na przodzie dziwnie przesunął się na prawą stronę. Jeszcze chciałam pruć i poprawiać, ale zmieniłam zdanie, jak zobaczyłam na zdjęciu masakryczny tył. Z przodu bluzka wyglądała znacznie lepiej, ale też na przodzie zrobiłam mniej poprawek.




Podsumowując: nie wyszło, ale dużo się nauczyłam. Bardzo chętnie jeszcze spróbuję uszyć coś z tego wykroju, trochę go tylko przedłużę. A może skuszę się na takie rozwiązanie, z rękawami. 

Główne szyciowe problemy w tej chwili to: 

1. Rozmiar - nie wiem, jaki powinnam wybrać dla siebie i co zrobić z za wąskimi plecami. Jeśli wezmę mniejszy niż teraz, może mi się nie zmieścić biust.
2. Lamówki i odszycia
3. Chyba krzywo wycinam materiał albo przesuwa mi się pod papierowym wykrojem - na jedno wychodzi. Szczególnie to widać przy cienkim materiale, dżins był sztywniejszy i lepiej można było na nim rysować.
4. Za dużo własnej inwencji a za mało wiedzy, znowu się na tym przejechałam.




niedziela, 18 września 2011

Dżinsy na szelkach - tym razem porządnie

Korzystając z tego samego, sprawdzonego wykroju, uszyłam kolejne spodnie na szelkach. Bardzo fajne doświadczenie - ten sam model, ten sam opis, a efekt o niebo lepszy. Szyło mi się też znacznie szybciej i przyjemniej. Tym razem postawiłam na dokładność i wykończenie, tak żeby spodnie można było oglądać bez wstydu również na lewej stronie. Zrobię też dokładniejszy opis szycia, może się kiedyś przyda.

Spodnie są uszyte z granatowego (z czerwono-pomarańczowym podbarwieniem), dość grubego dżinsu, rozmiar już 98 - synek w międzyczasie trochę podrósł. Spodnie na szelkach, z gumkami na dole nogawek i gumkami na górnych bocznych częściach.

Przerysowałam wykrój na papier do pieczenia (całe szczęście takie małe rozmiary mieszczą się na nim bez problemu). Następnie zrobiłam drugie podejście do samokopiującego papieru Burdy - tym razem udane. Kopiowałam z mojego papieru na materiał za pomocą czerwonego arkusza. Zamiast profesjonalnych akcesoriów krawieckich użyłam sprzętów kuchennych: papieru do pieczenia zamiast pergaminu krawieckiego, radełkiem do krojenia rawioli przejechałam po wyciętym wykroju a wszystko to robiłam na plastikowej kuchennej desce do krojenia, żeby nie porysować radełkiem stołu.


Głupio się przyznać, ale podczas poprzedniego szycia spodni w ogóle nie zaznaczałam linii szwów, szyłam na oko zachowując mniej więcej równą odległość od brzegu i posiłkując się szpilkami. Teraz szwy były równe i nie miałam problemu z dopasowaniem do siebie poszczególnych części wykroju. Zapasy na szwy odmierzyłam przy linijce i wszystko zaczęło mi się układać.

Tak wyglądają linie szwów przeniesione na materiał. Materiał był złożony na pół, więc najpierw wsunęłam papier samokopiujący pod wycięty wykrój papierowy, kolorową stroną do dołu a potem podłożyłam go od spodu, kopiującą częściądo góry, żeby dotykała lewej strony materiału. Linie szwów odbiły się na obu szęściach materiału.


Obrzuciłam wszystkie brzegi, ale chyba bez sensu sobie dodałam roboty - i tak większość zapasów szwów ucinałam i musiałam ponownie obrzucać.


Najpierw zrobiłam tunele na bocznych częściach spodni i wciągnęłam w nie gumki. Przypięłam do siebie połówkę przodu, bok, połówkę tyłu i zszyłam.


Szwy ostębnowałam po wierzchu. Użyłam do tego grubszej nici rdzawego koloru, takiej jak w stębnówce kupnych dżinsów. Tę nitkę puściłam tylko górą, dolnej nitki w bębenku nie zmieniałam.


Zszyłam wewnętrzne szwy nogawek i spodnie w kroku. Żeby sobie ułatwić, przewróciłam jedną nogawkę na prawą stronę i wsunęłam ją w drugą nogawkę - zszyłam obie bez problemów.


Zszyłam, środkowe szwy przodu i tyłu.


Nadszedł czas na szlufki, te, przez które miały być przekładane szelki. Poległam na całej linii. Zszyłam szlufki na lewej stronie i nie byłam w stanie ich przewrócić na prawą stronę. Porażka. Pewnie istnieją jakieś metody na przewracanie takich małych i wąskich skrawków materiału. Próbowałam ołówkiem, cienkim pędzelkiem plastikowym i szydełkiem i tylko podarłam materiał i szew. Zrezygnowałam z tego zapięcia i przeszłam do dalszych punktów, żeby się nie denerwować.

Rozprasowałam środkowy szew przodu i tyłu. Szwy na nogawkach obrzuciłam razem.

Przypięłam na lewej stronie przodu odszycie. Pomyliłam się przy krojeniu i wycięłam odszycie tyłu a nie przodu, więc musiałam je dopasować. Znowu nie wiem, o co chodziło w nacinaniu dołu odszycia aż do szwu, więc sobie darowałam ten fragment.


Przyszyłam odszycie, zaprasowałam do wewnątrz zapasy szwów. Zszyłam szelki, na szczęście szerokie, więc przewróciłam je na prawą stronę bez problemów. Ostębnowałam wzdłuż szwu i drugi raz w odległości pół centymetra. W tym momencie zauważyłam, żę kończy mi się moja stębnująca nitka. Nie miałam zapasowej i byłam ciekawa, na ile mi wystarczy - miałam do obszycia jeszcze przód, i tył spodni oraz  nogawek. 


 Gotowe szelki przyszyłam do tyłu spodni, zawinęłam górny brzeg, ostębnowałam. Podwinęłam nogawki na szerokość tunelu a brzeg pod spód, żeby się nie strzępiło. Zszyłam dól tworząc tunel na wciągnięcie gumki. Potem ostębnowałam dół nogawki - nitki zabrakło na ostatnie kilka centymetrów, więc przeszyłam do końca w ręku, zbierając ze stołu pozostałe skrawki rdzawej nitki.

Szelki postanowiłam zapiąć na napy, które wbiłam młotkiem następnego dnia rano. Znowu użyłam kuchennej deski jako podkładki.

Gotowe spodnie wyglądają tak:


czwartek, 8 września 2011

Najprostsza sukienka

Szycie poprzedniej sukienki zakończyło się fiaskiem.

Został mi niewykorzystany dół sukienki - zszyte w jedno dwa dżersejowe prostokąty. Poskromiłam własną inwencję i skorzystałam z wykroju w  Szyciu krok po kroku 1/2011. To będzie prosta sukienka-tuba, bez ramiączek i elementów, które mogłabym skopać. I pierwsze ubranie, jakie uszyję dla siebie.

Wg opisu należy wyciąć prostokąt z jednego kawałka. Ja już miałam zszytą gotową tubę mniej więcej podobnych wymiarów, więc przeszłam od razu do dalszych punktów. Oznaczyłam środek i w odległości 10 cm od środka zmarszczyłam materiał rzadkim ściegiem za pomocą dwóch równoległych szwów, naciągając następnie spodnie nitki. 

Na górnym brzegu sukienki przyszyłam pasek. Zgodnie z opisem powinnam ułożyć na prawej stronie paska gumkę z silikonem (żeby dobrze podtrzymywała górę) i ją przyszyć. Z tego co zrozumiałam, ta gumka powinna być przyszyta na wierzchu, pewnie tak, żeby przylegać do ciała. Nie miałam gumki z silikonem, użyłam zwykłej o szerokości 0,5 cm i wszyłam ją w środek paska. Pasek zszyłam i przyszyłam do góry tuby.



Zaprasowałam i ostębnowałam dolny brzeg sukienki a na wysokości bioder przyszyłam od spodu pasek materiału - pliskę do wciągnięcia gumki. Tu trzeba było szyć po prawej stronie sukienki, na obu brzegach tunelu. Trochę mi się rozlazło i w kilku punktach nie złapałam pliski, musiałam potem jeszcze raz przeszywać te kawałki, już na lewej stronie, żeby wszystko dobrze widzieć. Wciągnęłam gumkę, zszyłam ją (była za luźna, zawiązałam ją na supeł, w wolnej chwili przeszyję na dobrą szerokość). 



I gotowe! Szkoda tylko, że to sukienka już nie na ten sezon...



niedziela, 4 września 2011

Wielka porażka czyli jak nie szyć

Chciałabym częściej nosić sukienki. Po domu i poza domem, proste, wygodne a jednocześnie kobiece i seksowne. Taką miałam wizję i postanowiłam ją zrealizować - uszyć sobie mnóstwo pięknych, zwiewnych kolorowych sukienek. Marzenia sobie a rzeczywistość, a zwłaszcza moje umiejętności, sobie. To będzie post dla ludzi o mocnych nerwach o tym, jak nie powinno się szyć.

Kupiłam na wage kawałek szarego dżerseju, w sam raz na domową sukienkę. Nie zraziłam się opowieściami, że materiał elastyczny powinno się szyć na overlocku albo chociaż podwójną igłą, pomyślałam, że dam radę, ale postanowiłam się przestudiować sprawę w internecie. Pojawiały się różne porady - szyć przez papier, szyć przez folię przezroczystą, podklejać fizeliną, szyć przez tasiemkę no i szyć podwójną igłą. Niestety, w mojej maszynie nie mam nakładki na drugą górną nitkę, overlocka też nie mam. Przygotowałam się na ciężki bój.

Na początku wybrałam ten fason z Burdy 5/2010 - akurat ten numer miałam w domu. Podobał mi się ten krój na zdjęciu a w dodatku to wykrój z jedną kropką, czyli najprostszy, tak jak trzeba. 

Zmierzyłam się i porównałam wyniki z tabelą rozmiarów - rozstrzał w obwodach od rozmiaru 34 do 42. Wybrałam więc rozmiar 38,  taki noszę najczęściej. Wycięłam formy z papieru do pieczenia, akurat się zmieściły i odrysowałam je jeszcze na gazecie, dodając od razu zapasy na szwy. Pomyślałam, że skoro prawdopodobnie czeka mnie szycie przez gazetę, to od razu wykroję wszystko razem z gazetą i będę wiedziała, w którym miejscu są szwy. 


Tak to wyglądało po nałożeniu na materiał - przód, tył, lamówka do obszycia dekoltu i dwa prostokąty na spódnicę. Wycięłam wszystko a materiał objawił swoją elastyczną naturę i zaczął się niebezpiecznie zawijać na brzegach.
Zaczęłam zgodnie z przepisem od podklejenia podkojów pach fizeliną. I w tym momencie już ogarnęły mnie wątpliwości. Nie znam się zupełnie, więc może fizelina nie ta, może materiał zły, pewnie ja taka niekumata - trzeba było podkeić ale brzegi podwijało się dopiero na późniejszym etapie prac. Więc jak, miałabym nakleić i przyprasować fizelinę tylko z jednej strony, nie odklejając na razie papierowego paska? Pojęcia nie mam, w każdym razie ja podkleiłam i od razu zawinęłam brzeg. Zrobił się nieprzyjemnie sztywny...


Ponieważ było już późno, szycie góry zostawiłam sobie na natępny dzień, zajęłam się spódnicą. Prosta sprawa, zszyłam bo bokach prostokąty, całe szczęście, że tylko fastrygą.

 A jak się szyło? Zadziwiająco dobrze i nie musiałam używać żadnych dodatkowych bajwrów. Na małym kawałku materiału przecwiczyłam różne ściegi, ze specjalnymi elastycznymi włącznie. Ściegi elastyczne absolutnie nie nadawały się do szycia elastycznego materiału! Maszyna szyła w miejscui robił się wielki supeł. Najlepiej sprawdziły sięzwykłe ściegi - szew prosty i szeroki zygzak. Nie wiem tylko, jak miałabym zszyć szwy tym zygzakiem, zostałam przy najnormalniejszym szwie prostym. Co do fastrygi - poszłam na łatwiznę i fastrygowałam na maszynie, ustawiłam ją na najdłuższy szew prosty i zmniejszyłam na dwójkę naprężenie nitki. 

Gorzej było z obrzucaniem zapasów szwów. Szyłam szerokim zygzakiem i rzeczywiście robiła się falbanka, specjalnie mi to jednak nie przeszkadza.



Zszyłam, przymierzyłam i zwątpiłam. Dół sukienki miał być obcisły a na mnie straszliwie wisiał. Na modelce nie jest za bardzo opięty, ale na mnie po prostu powiewał. Postanowiłam go zwęzić tak, żeby spódnica bardzo przylegała, materiał był elastyczny, więc i tak by sie lekko wkładało. Zwęziłam dół o całe 6 cm, nie wiem naprawdę, jak rozmiary w Burdzie mają się do rozmiarów sklepowych i, co najważniejsze, do moich wymiarów.

Tak wyglądały góra i dół sukienki przed zszyciem:



Góra sukienki bardzo szeroka, ale miałam nadzieję, że materiał będzie spływał ładnie, tak jak na zdjęciu. Wydawała mi się też za krótka, ale pomyślałam, że nie widzę całości i na pewno ze spódnicą będzie w porządku. 

Zszyłam górę fastrygą, założyłam, podeszłam do lustra i BEZNADZIEJNIE. Wyglądałam jak zapakowana w pudełko, na plecach bluzka odstawała, z przodu wisiała, wielkie podkroje pach i usztywniająca wszystko a przy okazji nieznośnie szorstka fizelina. Popatrzyłam na siebie ze wszystkich stron i NIE. To nawet nie była kwestia niedobranego rozmiaru, po prostu widziałam, że fason absolutnie nie był dla mnie. Ale co tam, pomyślałam, że zrobie taką górę, jaka mi pasuje. 

Postanowiłam odrysować bluzkę, która mi się podoba i w której ja podobam się sobie. Podeszłam do sprawy z wielkim entuzjazmem i pewnością siebie. Schody zaczęły się już przy rysowaniu wykroju, wszystko krzywo. Poprawiłam na szybko i ile się dało i zaczęłam ciachać górę sukienki. Była za krótka w stosunku do mojego nowego wykroku, ale co tam! 

Jest taki odcinek Misia Uszatka, w którym lalki szyją dla Kajtusia płaszczyk a zajączek jak szalony wszystko wyrównuje nożyczkami tak, że w rezultacie materiału zostaje tylko na kamizelkę. Zrobiłam dokładnie tak samo, wstąpił we mnie Edward Nożycoręki i wszystko pocięłam. Wyrówywałam i wyrównywałam a materiału robiło się coraz mniej. W końcu sfastrygowowałam to, co mi zostało, przymierzyłam i zwątpiłam. Może po poprawkach będzie lepiej? Ciachnęłam dla lepszego efektu dekolt zamieniając łódkę w szpic, naciągnęłam wszystko do tyłu, żeby ukryć kzywizny i miałam plan, żeby wszystko ukyc w szwach na ramionach a najlepiej jeszcze podszyc na ramionach gumki, żeby się zmarszczyło. A do dekoltu też chiałam przyszyć kawałek gumki tylko nie wiedziałam jak - powinnam ją naciągnąc i przyszywać naciągniętą? Ale wtedy bedzie wypadała z pod igły. A może przyszyć cienką gumkę po wierzchu zygzakiem i naciągnąć? Albo zmarszczyc najpierw materiał fastrygą? Tak sobie kombinowałam podszywając jednocześnie dekolt. 
A tragiczny (tragikomiczny) efekt był taki:





Do niczego to się nie nadawało. Pozostało się poddać. Nasuwa się oczywisty wniosek - nie umiem szyć, więc tym bardziej nie powinnam sama konstruować ubrań. Muszę dużo się nauczyć, korzystając tylko z prostych wykrojów i szyjąc tylko zgodnie z opisem, pracując nad techniką.

Został mi tylko niewykorzystany dół sukienki. O tym, jak go przerobiłam, napiszę następnym razem.


środa, 24 sierpnia 2011

Serduszkowe łaty

Szybki kurs przyszywania łat na spodnie dżinsowe.
Potrzebne będą:

a) podarte dżinsy



b) dżinsowe łaty





Z kawałka ciemnego dżinsu wycięłam dwie łaty-serduszka. Obrębiłam je używając różnych ściegów. Serduszko po prawej stronie obrębiłam zwykłym zygzakiem, a serduszko po lewej zygzakiem elastycznym, który sprawdził się znacznie lepiej. Wygląda ładniej a materiał sie ani trochę nie marszczył. Pierwszy raz użyłam ściegu elastycznego.

Najpierw musiałam rozpruć trochę zewnętrzny szew spodni, żeby dostać się do materiału na kolanie. Dziecięce spodnie mają za wąskie nogawki, nie dałam rady iaczej wcisnąc ich pod igłę.




Dziury na kolanach zaszyłam niezbyt dokładnie ściegiem zygzakowym.




Przypięłam szpilkami łatę.


Przyszyłam elastycznym zygzakiem.

Zszyłam rozpruty szew boczny - najpierw ściegiem prostym a potem zapasy szwów obrzuciłam elastycznym zygzakiem z bajerami.


Gotowe!